Każdy inny bez zwłoki odwróciłby się i prędkim krokiem poszedł w swoją stronę, udając, że niczego nie słyszał. I wówczas historia świata też może potoczyłaby się inaczej. Ale wiedźmin miał skrupuły i zwykł był postępować według niemądrych, nieżyciowych zasad. Gdy wbiegł na krużganek i w korytarz, trwała tam walka. Kilku zbirów w szarych kubrakach obezwładniało obalonego na ziemię niewysokiego czarodzieja. Obezwładnianiem kierował Dijkstra, szef wywiadu Vizimira, króla Redanii. Zanim Geralt zdołał cokolwiek przedsięwziąć sam został obezwładniony - dwóch innych szarych zbirów przyparło go do ściany, a trzeci przystawił mu do piersi trójzębne żeleźce korseki. Wszystkie zbiry miały na piersiach ryngrafy z redańskim orłem. - To się nazywa "wpaść w gówno" - wyjaśnił cicho Dijkstra, zbliżywszy się. - A ty, wiedźminie, masz chyba wrodzony talent do takiego wpadania. Stój spokojnie i staraj się nie zwrócić niczyjej uwagi. Redańczycy obezwładnili wreszcie niewysokiego czarodzieja i podnieśli go, trzymając za ręce. Był to Artaud Terranova, członek Kapituły. Światło, które pozwalało widzieć szczegóły, biło z kuli wiszącej nad głową Keiry Metz, czarodziejki, z którą Geralt wieczorem gawędził na bankiecie. Ledwie ją poznał zmieniła zwiewne tiule na surowy męski ubiór, a u boku miała sztylet. - Zakujcie go - zakomenderowała krótko. W jej dłoni zadzwoniły kajdanki wykonane z niebieskawego metalu. - Nie waż się zakładać mi tego! - wrzasnął Terranova. - Nie waż się, Metz! Jestem członkiem Kapituły! - Byłeś. Teraz jesteś zwykłym zdrajcą. I będziesz potraktowany jak zdrajca. - A ty jesteś parszywą dziwką, którą... .
Będziem czynić, co w mocy naszej, i Bóg da, że coś wskóramy. -. - Są stare i nowe. Krzyżak zawsze Krzyżakiem. Chociaż wie, żeś mocniejszy i że z tobą źle zadrzeć, będzie ci na twoje dybał, bo inaczej nie może. - Przecie oni myślą, że Zakon od wszystkich królestw mocniejszy. - Nie wszyscy, ale wielu, a między nimi i Ulryk. Bo w rzeczy, potęga to jest okrutna.. - Harry, moją głowę utrzymuje tylko pół cala skóry i jedno ścięgno! Większość ludzi uznałaby to za realne pozbawienie głowy, i całkiem słusznie, ale dla tego pana to za mało! - Odetchnął głęboko kilka razy i dodał, już nieco spokojniejszym tonem: - A co ciebie tak martwi, młody człowieku? Może mógłbym ci jakoś pomóc?. - Co wobec tego robimy?. - I co teraz? - spytała Sam. Trochę dalej mężczyzna w drugim barze opuścił gazetę, spojrzał na nich przez okno i ponownie uniósł gazetę. Obok baru ,,Złoty Lew" była wysoka na sześć stóp, drewniana furtka prowadząca pewnie do tylnego wejścia.. Go terroru.. - Dzwon?... Dlaczego wziął dzwon? - jęli się dziwić chłopcy na łóżkach. Jadwiżka musiała więc wytłumaczyć, że dzwon służył po to, by zwoływać narciarzy. Pan dzierżawca zawiesił go na wieży triangulacyjnej... - Co to jest za wieża?. - To była wskazówka, sir - przerwał mu Zgredek, otwierając jeszcze szerzej oczy, jakby to było oczywiste. - Zgredek dał szansę Harry'emu Potterowi. Dawne imię Czarnego Pana można było wymawiać, prawda?. - A tamci - Zoltan Chivay wskazał na zatrzymaną i skupioną opodal grupkę - to uciekinierzy z Kemów. Jak widzicie, same baby z dzieciakami. Było ich więcej, ale Nilfgaard ogarnął ich grupę trzy dni temu, wyrżnął i rozproszył. Natknęliśmy się na nie w lasach i teraz wspólnie idziemy..